Jaka mama, taka córka – wywiad z Małgorzatą Pieńkowską i Iną Sobalą


Zwierząt, które się znajduje, nie można zostawić – zgodnie stwierdzają Małgorzata Pieńkowska i Ina Sobala.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 5(42)/2019Z Małgorzatą Pieńkowską i Iną Sobalą rozmawia Paulina Król.

Obydwie są aktorkami, obydwie grają w tenisa i obydwie bezgranicznie – choć jak same przyznają, z troską i odpowiedzialnie – kochają zwierzaki. Dzieli je pokolenie, ale psy i koty każdej z nich towarzyszą od dzieciństwa. Ina Sobala, córka Małgorzaty Pieńkowskiej, w ogóle nie zna życia bez czworonoga w domu. Zwykle było ich wiele, najwięcej chyba sześć. Małgosia przygarniała psy, a Ina koty.

Dziś z Iną mieszka kotka Nasza, zwana Kocicórą. U Małgosi rządzą dwie suczki: Boston, rasy boston terrier, i Staffi, rasy staffordshire bulterrier, oraz niezwykły kot Kazik. Specjalnie dla Naszy Ina podkręciła na maksa jej ulubiony kaloryfer, żeby kotce było cieplutko, o czym napisała na Instagramie, zachęcając, aby zrobić cokolwiek, nawet coś drobnego, dla swojego zwierzaka z okazji Światowego Dnia Zwierząt. Małgosia suczkę Staffi, gdy ta chodziła w kloszu pooperacyjnym, porównała do najpiękniejszego kwiatu.

Zanim uformowało się dzisiejsze stadko, przez Wasz dom przewinęło się wiele innych zwierząt.

M.P.: Mieliśmy przejętego od kogoś foksteriera Parysa. Nie dało się go wychować, rzucał się na wszystkie psy. Wychodziłam z nim na spacery, ale parę razy zostałam poszkodowana w walce, więc rodzice oddali go Babci. Potem był Bąbel znaleziony zimą, którego przyniosłam do domu i wymusiłam na rodzicach, żeby został z nami. Cudowny piesek, bardzo go kochałam. Jego tragiczne odejście odchorowałam, przez tydzień nie wychodziłam z pokoju. Potem napisałam cykl artykułów o zwierzakach do miejscowej gazety. Rodzice uznali, że skoro tak mocno przeżywam stratę psa, nie powinnam mieć następnego. Ale już po dwóch latach znalazłam na podwórku Balbinę, a właściwie to ona się do mnie przyczepiła, tak jak kotka Nasza do Inki. Była pierwszą suczką w moim domu. Z suczkami czuję bliższą więź, bo są wierniejsze, nie ma problemu z uciekaniem, są westalkami domowego ogniska. Gdy Inka była mała, to się śmialiśmy, że jest drugą córeczką, bo pierwsza była szorstkowłosa jamniczka Mojka. Nie pozwoliła nikomu podejść zbyt blisko do wózka.

I.S.: Broniła mnie! A później Mojka pomagała mi urządzać przedstawienia dla mamy w moim pokoju. Podziwiam mamę za jej fantastyczny stosunek do zwierząt. Imponowało mi, że dokądkolwiek wyjeżdżała czy wychodziła, to zawsze brała z sobą psa. Nie każdy rozumie, że zwierzę jest przyjacielem, o którego trzeba zadbać i w dodatku na jego warunkach. Dla mnie takie zachowanie jest naturalne i zawdzięczam to mamie. I nie znaczy to, że mamy świra na punkcie zwierząt, my naprawdę je kochamy, szanujemy i dbamy o nie.

M.P.: Inka uratowała kiedyś młodziutką goldenkę, którą koleżanka chciała zawieźć do schroniska, ponieważ rodzice nie zgodzili się na psa. Wzięłyśmy Melę do siebie i szukałyśmy dla niej domu. Ja miałam akurat na głowie kociaki, które powiła nasza kotka Lotka, więc na wakacje Inka musiała zabrać Melę ze sobą. I chociaż nie było jej łatwo, to nie żałowała, bo miała fajnego kumpla szczeniaka. Po dwóch miesiącach znalazłyśmy jej wspaniały dom z ogrodem. Ale trudno było się z nią rozstać.

I.S.: Pamiętam, że był tam 9-letni chłopczyk, który nie mógł się doczekać Meli i biegł wzdłuż płotu, kiedy zobaczył nasz samochód, a my płakałyśmy ze wzruszenia. Jeszcze dziś, jak widać, to wspomnienie wywołuje łzy. Podziwiam ludzi prowadzących domy tymczasowe, na pewno przywiązują się do podopiecznych, ale dzięki nim zwierzaki czekają na swój dom w cieple domowego ogniska, a nie w schronisku.

Kotka Lotka też trafiła do Was dzięki Ince?

I.S.: Siedziałam z chłopakiem na ławce i nagle z nieba spadł na nas kot. Miał połamane łapki i ucięty ogon. Ktoś wyrzucił Lotkę z okna bloku. Choć nie grzeszyła urodą, miała ogromne powodzenie. Już wysterylizowana przeniosła się do domu sąsiadów, a z nami został jej synek Kazimierz. Nim troskliwie opiekowała się Boston. W naszym domu wszyscy funkcjonowaliśmy w symbiozie, to było jedno stado. Obydwie z mamą tak samo kochamy koty, jak i psy.

Dzisiaj w symbiozie u Małgosi żyją kot Kazik i dwie suczki.

M.P.: Mam dwa ukochane psy i zawdzięczam je Ince, bo to ona znalazła hodowle. Boston ma już 15 lat, postarzała się, ale nadal jest skoczna i nazywamy ją sarenką. To niesamowita rasa. Jest czuła, chodzi za mną jak cień. Zabierałam ją wszędzie. Na kortach tenisowych czekała zawsze w specjalnej torbie, latała ze mną samolotem. Dzisiaj czasem muszę jej pilnować, bo lubi się stołować w ulubionych pobliskich knajpkach. Staffi ma trzy lata, a ja cały czas odkrywam wspaniałe cechy charakteru tej rasy. Kiedyś się tych psów bałam, ale to z powodu niesprawiedliwego przypisywania im cech psów groźnych. Staffi jest zrównoważona, skupiona na mnie i na ulubionej piłeczce. Cała trójka śpi ze mną w łóżku. Kiedyś postanowiłam być asertywna i wyprosiłam zwierzaki, ale na krótko. Łóżko jest jak gawra, jeden śpi na drugim. Wiem, że daje im to poczucie bezpieczeństwa. Może jestem egoistką, ale też lubię czuć bliskość ich ciepłych ciałek.

Tobie, Ina, los dał kota, chociaż chciałaś mieć psa.

I.S.: Byłam z chłopakiem i Staffi nad Wisłą i nagle ze śmietnika na naszego staffika wskoczyła kotka. Wzięłam ją na ręce i już była kupiona, była nasza, stąd jej imię – Nasza. Od razu została „wrzucona” do stada, bo tego dnia było u mamy przyjęcie i cały dzień spędziła z nami na tarasie. Na początku miała chorobę sierocą i w nocy mnie ciumkała, więc budziłam się z malinkami na szyi. Była niedożywiona, zarobaczona. Któregoś dnia zaczęła mi mdleć, co mnie przeraziło, ale szybko pojechałam z nią do lekarza i wszystko dobrze się skończyło. Myślę, że ona wie, iż dwa razy uratowałam jej życie, dlatego tak bardzo jesteśmy ze sobą związane. To kotka o cechach psa: aportuje, uprawia w domu agility, a kiedy się kąpiemy, zawsze siedzi na umywalce i nas obserwuje. Czasami zostaje pod opieką mamy, wtedy Kazik bierze pracę na dwie zmiany, czmycha gdzieś i tylko zagląda, czy ona jeszcze jest. Dla niej inny kot to atrakcja, bo jest kotem domowym, a on nie lubi nachalności. A psa na pewno będę miała, prawdopodobnie polskiego spaniela myśliwskiego.

To mało znana rasa, jeszcze oficjalnie nieuznana.

I.S.: Od dziecka moją pasją było czytanie o rasach, nawet chciałam być weterynarzem. Miałam mnóstwo atlasów psów. Fascynuje mnie to, że można dobrać psa do człowieka i człowieka do psa, żeby później nie było niespodzianek. Dla mamy szukałam dobrych hodowli, by mieć gwarancję, że pies będzie zdrowy i z cechami charakteru przypisanymi rasie. Potępiamy z mamą kupowanie psów w pseudohodowlach. Obserwuję też tendencję do gloryfikacji adopcji i krytykowania osób, które kupują psa. Tę energię na hejtowanie lepiej byłoby wykorzystać na jakąś akcję dla schroniska. Jestem wielką przeciwniczką zmuszania kogokolwiek do czegokolwiek.

M.P.: Nie jestem osobą, która szukała rasowych psów. Kiedy byłam młodsza, przychodziły do mnie psy znajdy, którymi się opiekowałam, ale coraz częściej zwracam uwagę na cechy charakteru, bo to jest fajne, kiedy można się dograć ze zwierzakiem. My też kiedyś adoptowałyśmy Bruncia ze schroniska, był nieuleczalnie chory, ale nie z każdym psem tak jest. Wydaje mi się, że psy po prostu przychodzą do ludzi. Nawet decyzja o zakupie jest impulsem w podświadomości, że wybieramy psa, który na nas czeka. Oczywiście zachęcamy do adopcji, ale nie uważamy, by kupowanie psa ze sprawdzonej hodowli było czymś nagannym. Każdy powinien żyć po swojemu, to nie są Chiny. „Kochaj i rób, co chcesz” powiedział św. Augustyn. Jeżeli kupuje się psa z miłością, jeżeli adoptuje się psa z miłością, jeżeli przyjmuje się do domu psa znalezionego z miłością, to co może być ważniejszego?

Małgorzata Pieńkowska, znana i lubiana aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Największą popularność przyniosła jej roli Marii Zduńskiej-Rogowskiej w serialu „M jak miłość”. Świetna tenisistka.

Ina Sobala, aktorka młodego pokolenia, córka Małgorzaty Pieńkowskiej, w serialu „M jak miłość” wcieliła się w rolę Agnieszki, córki Teresy. Jej hobby to tenis, pływanie i jazda konna.

Autor: Paulina Król