Całkiem zgrabny pies – wywiad z Marcinem Bosakiem


To nic, że Tola zjadła najdroższe buty i kilka kurtek, i tak jest naszym oczkiem w głowie – wyznaje Marcin Bosak.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 7(44)/2019Z Marcinem Bosakiem rozmawia Paulina Król.

Październik 2017 roku. W Pomiechówku podczas interwencji zabrano starszej pani ponad 100 zaniedbanych psów. Zwierzaki żyły tam w strasznych warunkach: zagryzały się wzajemnie za jedzenie, mieszkały we własnych odchodach, mnożyły się w niekontrolowany sposób. Zajęło się nimi kilka organizacji prozwierzęcych. Te najmłodsze trafiły pod opiekę Fundacji dla Szczeniąt Judyta. Były wśród nich kilkutygodniowe szczeniaki wraz z mamą: jeden chłopak i pięć dziewczyn. Rozpoczęto poszukiwania domów dla psiaków. Na profilu fundacji wypatrzyli je Marcin Bosak i Maria Dębska. I to oni ofiarowali dom jednemu ze szczeniaków. – Marzę o suczce, takiej psiej córeczce – często powtarzał Marcin.

Tola, pies Marcina Bosaka

Piesek z interwencji to duże wyzwanie?

Kiedy zobaczyliśmy Tolę w internecie, od razu wiedzieliśmy, że to jest nasz pies. Spośród rodzeństwa wyróżniała się nie tylko wyglądem – jako jedyna miała brązowo-białe umaszczenie – ale też była najspokojniejsza. Siedziała sobie z tyłu, nie garnęła się do ludzi. Miała rany od pogryzienia. Byliśmy zdeterminowani, żeby ją wziąć, ale w fundacji trochę nas do tego zniechęcano, żeby sprawdzić, czy jesteśmy gotowi na wszystkie trudy, jakie mogą nas spotkać. Usłyszeliśmy, że sunia może chorować, że nie wiadomo, czy przeżyje, a jeśli już uda się ją odchować, to w okresie dojrzewania mogą się zacząć ucieczki. Nasza przyjaciółka, aktorka Jowita Budnik, która w ramach wolontariatu współpracuje z fundacją, poręczyła za nas, zapewniając, że jesteśmy odpowiedzialni i wiarygodni. Podpisaliśmy więc umowę adopcyjną, dostaliśmy karmę, kwit na bezpłatną wizytę u weterynarza i wróciliśmy do domu z naszym psem.

Na początku Tola była tak przerażona, że nie ruszała się z koca, który jej rozłożyłem. Po tygodniu, gdy się tylko zorientowała, że jej życie będzie teraz wyglądało zgoła inaczej, pokazała swój charakterek. Gryzła dosłownie wszystko. W jednym tygodniu zjadła między innymi: dwie książki Dygata, „E.E.” Olgi Tokarczuk, okładkę „Przebudzenia” de Mello, dwie pary okularów, bochenek chleba, pół paczki spiruliny i płyty CD z symfoniami Beethovena. A poza tym kilka kurtek, głównie skórzanych, najdroższe buty mamy Marysi, a także wygryzła wielkie dziury w dżinsach.

Nie lada wyzwaniem była nauka czystości. Załatwiała się wszędzie, gdzie poczuła pod sobą coś miękkiego, czyli najlepszym miejscem była kanapa. Musieliśmy włożyć tytaniczną pracę wychowawczą w nauczenie jej spokojnego jedzenia. Zmuszona warunkami do walki o każdy kęs, rzucała się na karmę, krztusząc się i dławiąc, ale nie odpuszczała. Rozkładaliśmy jej groszek po groszku co parę centymetrów po całym mieszkaniu. Teraz nawet zdarza jej się odejść na chwilę od miski, żeby sprawdzić, co robimy.

Marcin Bosak z Tolą

Czy sami radziliście sobie z tymi problemami?

Kiedy w domu pojawia się pies, dużo dowiadujemy się o nas samych, o naszej cierpliwości, odporności na stres. Zwykle pierwszym odruchem na złe zachowanie jest złość. Jeśli zadbamy o swoją równowagę, wyciszymy emocje, to reagujemy bardziej empatycznie, próbujemy zrozumieć różne zachowania, czy to człowieka, czy psa. Pomoc behawiorystki usprawniła nasze relacje z Tolą. Wiedzieliśmy, jak nasze reakcje wpłyną na zachowania psa, nie czuliśmy się bezradni wobec tej energii, którą trudno było poskromić. Behawiorystka zwróciła nam na przykład uwagę na to, że za szybko wstajemy z kanapy, co pobudza suczkę. Pracowaliśmy też dużo na spacerach i dzisiaj Tola bardzo się słucha. Jedynie kiedy spotkamy kogoś znajomego, jest bardzo podekscytowana i czasem nie reaguje na polecenia. Ale trzyma się blisko i ciągle sprawdza, czy wszystko jest OK.

To pies o charakterze border collie, czyli żywiołowy, ale inteligentny. Bardzo lubi się uczyć. Ma też chyba coś z whippeta, bo bardzo szybko biega. Ojciec był nieznany, ale z tej kulki niewiadomego pochodzenia wyrósł całkiem zgrabny pies, dla nas najpiękniejszy – #themostbeautifuldogintheworld. Nasz stosunek do niszczycielstwa Toli kompletnie zmieniliśmy po zainstalowaniu kamery. Dzięki podglądowi zobaczyliśmy, jak jest jej źle samej w domu, jak bardzo za nami tęskni. Kamera ma głośnik, więc możemy ją obserwować i do niej mówić, próbować ją uspokoić. Na początku średnio to na nią działało, ale teraz jest dużo spokojniejsza i kieruje się w stronę głosu.

Myślę, że przynajmniej nachodzi ją refleksja, że to, co robi, nie jest dobre. Pewnego razu w taksówce obserwowaliśmy, jak Tola zachowuje się w domu tuż po naszym wyjściu. Była mocno zestresowana, więc gadałem do telefonu: „spokój”, „do siebie”, „zaraz wrócimy” i tym podobne. Zachowanie Toli i jej reakcje na nasze słowa bardzo nas rozbawiły. A taksówkarz patrzył na pasażerów gadających dziwne rzeczy i śmiejących się do telefonu jak na niezłych dziwaków.

Obydwoje gracie na instrumentach – ty na gitarze, a Marysia jest pianistką. Czy Tola lubi muzykę?

Przecież zżarła kolekcję płyt Beethovena! Ale poważnie, to lubi kłaść się przy nogach Marysi, kiedy ona gra na fortepianie. Na moją gitarę patrzy ze zdziwieniem, że ten przedmiot wydaje dźwięki, ale widać, że ją to interesuje. Wykorzystaliśmy jej zamiłowanie do muzyki i zostawiamy jej włączoną płytę z muzyką relaksacyjną dla psów – to ją wycisza. Tola bardzo potrzebuje bliskości z nami. Jak tylko usiądziemy na kanapie, żeby pooglądać film, od razu jest przy nas i stopniowo przysuwa się coraz bliżej i bliżej, aż w końcu leży na nas.

Staramy się zabierać ją ze sobą, gdzie tylko się da. Na festiwal filmowy w Cieszynie, miejsce bardzo prozwierzęce, inni też przyjeżdżają ze swoimi psami i nawzajem pomagamy sobie w opiece nad nimi. W zeszłym roku byliśmy z Tolą i znajomymi w Toskanii. Tam każdy żył swoim rytmem. Jedni szli nad basen, inni na spacer, a Tola biegała od jednych do drugich, żeby mieć całe stado pod kontrolą. Pod koniec dnia była umęczona, ale szczęśliwa. Na kamienistej plaży na Elbie odkryliśmy jej dziką pasję do zabawy kamieniami. Upatrzony kamień podrzucała, zakopywała, bawiła się nim ze dwie godziny. Nawet całą głowę zanurzała w wodzie dla tego jednego kamienia, mimo że boi się wody. Niestety, w drodze powrotnej na klimatyzowanym promie przeziębiła się po tym baraszkowaniu z głową w wodzie. Nie obyło się bez wizyty u weterynarza i podawania antybiotyków.

Marcin Bosak z Tolą

Czy Tola zmieniła Twoje życie wyłącznie na lepsze?

Tej radości, kiedy przychodzę do domu, i bezwarunkowej miłości nie da się zastąpić czymś innym. Do tej pory byłem dość zamknięty ze swoimi myślami, od 16. roku życia pisałem pamiętnik i wiele dialogów odbywałem sam ze sobą. Dzięki Toli stałem się bardziej otwarty, nauczyłem się precyzyjniej komunikować z ludźmi. Z Marysią też gadamy bez przerwy, do tego stopnia, że tony książek zabierane na wakacje leżą nieruszone. Z Tolą dialog trwa nieustannie – i na spacerze, i w domu. Mówię do niej, a ona odpowiada swoimi gestami, nawet jeśli mnie nie rozumie, to wpatruje się we mnie i daje znać, że jest, dla mnie.

Bycie tu i teraz z opiekunem to coś, czego możemy się uczyć od psiaków. Niedawno wzruszyło mnie, w jaki sposób Tola porozumiała się ze mną. Nad Wisłą, wystraszona przez innego psa, pobiegła w miejsce, gdzie leżało dużo śmieci, w tym szkła. Zauważyłem z daleka, że trochę kuleje, więc zapytałem, co jej się stało w łapkę. Położyła się na plecach i precyzyjnie pokazała, którą łapkę mam sprawdzić. Jest cudownym psem, naszym oczkiem w głowie, a energię włożoną w jej wychowanie oddaje w postaci czystej miłości – #shemakesmehappy.

Marcin Bosak – jeden z najciekawszych aktorów filmowych i teatralnych, zagrał m.in. w filmach: „Mała wielka miłość”, „Ciacho”, „W ciemności”, „Pokot”. Szerokiej publiczności znany z roli Kamila Gryca w serialu „M jak miłość”. Obecnie związany z Teatrem Polskim; gra także w teatrze Studio w Warszawie.

Autor: Paulina Król