Razem do końca życia – wywiad z Tomaszem Niecikiem


O parzeniu ziółek gołębiom i czworonożnych miłośnikach disco polo opowiada Tomasz Niecik.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 8(45)/2019Z Tomaszem Niecikiem rozmawia Paulina Król.

Piosenkarz stracił ojca, gdy miał 12 lat. Wychowywał się u dziadków na wsi pod Grajewem, gdzie na co dzień obcował z kurami, kaczkami, gęsiami, krowami, świniami, końmi, a także psami, kotami i gołębiami. Szacunku i miłości do zwierząt nikt nie musiał go uczyć. W sercu szczególnie zachował gołębie, którymi amatorsko zajmował się dziadek. Od kilku lat sam prowadzi profesjonalną hodowlę gołębi. „Kocham swoje ptaki i traktuję je jak członków rodziny, tak samo jak psy. Niedawno jastrząb porwał mi pięknego gołębia, bardzo to przeżyłem. Dla większości ludzi gołąb to jest tylko jakiś ptak, ale dla nas, gołębiarzy, to coś znacznie więcej” – wyznaje Tomasz.

Hodowla gołębi to dość niecodzienne hobby.

Gołębie najbardziej mi w duszy grają. To jest hobby dla osób gotowych na poświęcenie. Większość hodowców to ludzie majętni – często prezesi banków, biznesmeni – którzy, tak jak ja, nie robią tego dla kasy, ale z miłości do gołębi i dla przyjemności wyhodowania niezwykłych okazów. Codziennie rano przygotowuję gołębiom napar z różnych ziół, np. z oregano czy pokrzywy. Czosnek kupowany w sklepie ze zdrową żywnością zaparzam i po dwóch dniach podaję im do picia. Stosuję naturalną profilaktykę i dlatego są takie zdrowiutkie. Notuję w kalendarzu, co i kiedy podaję.

Każdy gołąb wymaga innej pracy hodowlanej. Wszystko jest rozpisane, mam obrączki, numery, karty. Udało mi się wyhodować gołębia, który może być utożsamiany ze mną. Żartobliwie powiem, że wzorowy mąż to taki, który zajmuje się gołębiami, a ja mam ich 150. Zamiast np. szlajać się po barach, poświęcam czas ptakom, a przy okazji mam na oku dzieci – Dawidek ma sześć lat, a Natalka dwa lata – bawiące się na podwórku.

Kiedyś dużo koncertowałem, ale teraz przystopowałem. Gram za większą stawkę, której trzymam się sztywno, więc koncertów mam mniej. Za to mogę spędzać więcej czasu z rodziną i pielęgnować swoją pasję. Prywatnie jestem skromnym człowiekiem, nie potrzebuję żyć w luksusach. To, co mam, w zupełności mi wystarcza i jesteśmy już zabezpieczeni na przyszłość. Najważniejsze, żeby rodzina była szczęśliwa. Także wszystkie nasze zwierzaki, które są jej pełnoprawnymi członkami.

York. Tomasz Niecik
fot. Celestyna Król

Yoreczka Szajen w prezencie dla przyszłej żony to był trafiony pomysł?

Wtedy, dziewięć lat temu, znałem Luizę zaledwie dwa miesiące. Traktowałem ją inaczej niż moje poprzednie dziewczyny, z którymi umawiałem się na jedną czy dwie randki. Luiza mnie zauroczyła i miałem wobec niej plany na przyszłość. To był okres intensywnych koncertów w kraju i za granicą, ale miałem taki cel – a zawsze stawiam sobie cele, które realizuję krok po kroku – że gdy się skończy szaleństwo tras koncertowych, to koło czterdziestki kupimy ziemię, postawimy dom i z rodziną – żoną, dziećmi i zwierzakami – osiedlimy się, będziemy mieć dużo czasu, żeby prowadzić takie właśnie życie jak teraz.

Wtedy nikomu się nie chwaliłem, że za koncerty zarabiam dobrą kasę, żeby z zazdrości ktoś nie podciął mi skrzydeł. Dziadkowie nauczyli mnie bycia oszczędnym, więc odkładałem systematycznie. Zastanawiałem się, co podarować Luizie na urodziny, by ją uszczęśliwić. Wiedziałem, że kocha psy i marzy o yorku. Szukałem w dobrych hodowlach, żeby wybrać pieska typowego dla rasy. I się udało. Luizka była w euforii. A o Szajenkę dba od początku z wielką czułością. Zresztą wystarczy popatrzeć, w jak wspaniałej kondycji jest suczka. Ma piękną sierść, dotąd nie chorowała. Tylko brakowało jej towarzystwa.

To dlatego postanowiłeś wziąć udział w programie „Super Pies”?

Od dawna myśleliśmy o przygarnięciu drugiego psa, bo dajemy Szajence dużo miłości, ale czym innym jest psi kumpel. To podobnie jak z dziećmi, zawsze lepiej, kiedy jest rodzeństwo. Na zdjęciach upatrzyliśmy sobie Marcepanka, ale podczas wizyty w schronisku okazało się, że ten trzymiesięczny szczeniak jest zbyt żywiołowy i Szajenka go nie akceptowała, więc za namową behawiorystki Anety Awtoniuk zdecydowaliśmy się na dwuletnią Lufkę. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Luiza uroniła łezkę z żalu, że nie pasuje do nas Marcepan, ale pokochała Lufkę całym sercem.

Adoptując psa, musimy zwracać uwagę, czy pasuje on do wszystkich członków rodziny, także zwierząt. Ja do tego podchodzę z sercem i chciałbym, żeby wszyscy tak podchodzili. Zwierzak to nie jest rzecz. One są czułe, wrażliwe, potrafią być smutne i cieszyć się, wiele rozumieją. I nie wystarczy tylko empatia do zwierząt. Podobnie jak z dziećmi: trzeba umieć się poświęcić, spędzać z nimi czas, wychowywać je, dając przykład swoim postępowaniem. Z żoną mieliśmy w planie i dzieci, i zwierzęta, więc tak musiałem kombinować ze swoją karierą, żebym w odpowiednim momencie miał czas dla rodziny. Chcielibyśmy jeszcze przygarnąć owczarka niemieckiego i już się rozglądamy.

pies, Tomasz Niecik
fot. Celestyna Król

Jak poradziliście sobie z pieskiem ze schroniska?

Bezdomna Lufka została odłowiona przez wolontariuszy ze schroniska w Celestynowie. Nie są znane jej losy, ale myślę, że była karcona, a nawet bita. Kiedyś Dawid podniósł do góry rakietę do tenisa i ona zawarczała. Powiedziałem synowi, żeby więcej tak nie robił, żeby jej nie drażnić. Bała się wejść na kanapę, ale dużo ją przytulamy, mówimy do niej czułe słowa, często karmię ją z ręki i już mi zaufała, zrozumiała, że w naszym domu jest bezpieczna.

Szybko też zaczęła reagować na polecenia. Kiedyś gołąbek spadł na ziemię, taki młodziaczek, i instynktownie do niego podbiegła, ale zdążyłem uratować sytuację. Pokazałem jej ptaszka, mówiąc spokojnie: „nie wolno”. Zasmuciła się i odeszła. Od tamtego czasu kurniki i woliera są otwarte, a ona chodzi albo leży spokojnie obok gołębi. I nie protestuje nawet wtedy, gdy jakiś ptaszek siada jej na głowie. Kochamy ją. Nawet napisałem dla niej piosenkę, w której starałem się wyrazić, kim jest dla nas. Piosenka kończy się słowami: „do końca życia razem, bo mamy tylko siebie”. Wydaje mi się, że nasze suczki lubią disco polo, bo ja nieustannie coś nucę, a one słuchają, nie uciekają.

Czy wprowadzenie Lufki do domu wymagało specjalnego przygotowania dzieci?

U nas wszystko jest naturalne, takie z serca. Dzieciom tylko powiedziałem, że to jest nowy członek rodziny i ma być akceptowany i kochany tak jak mama i tata. Dawid i Natalka są mądre i to rozumieją. Uczymy je życia w zgodzie z naturą i empatii do zwierząt. Kiedy Dawidek zobaczył, że Lufka zaczaiła się na ptaszka, to się rozpłakał. On wie, że zwierzęta czują tak jak my. Dzieci wychowywane ze zwierzętami mają większą wrażliwość. Chciałbym im też wpoić, żeby pomagali w przyszłości, żeby cieszyli się z małych rzeczy, żeby nie byli egoistami.

Pokazuję im, jaką drogą mają iść, biorąc ze mnie przykład. Widzą, jak się odnoszę do gołębi, do piesków. Stale im powtarzam, że najważniejsze jest dobro. Wiem, że tak wychowany człowiek będzie się kierował innymi wartościami, nie zachłyśnie się pozbawionym emocji światem materialnym, i że będzie dobrym człowiekiem, któremu pieniądze nie przesłonią oczu. W naszym domu nic nie jest na bakier. Utrzymaniu dobrych więzi rodzinnych sprzyja wspólne, regularne bieganie, spacery z dziećmi i psami. Dbamy też o zdrowe odżywianie, a codziennie, zawsze o godzinie 15, jemy obiad, jak u mojej babci, i codziennie modlimy się przed posiłkiem, dziękując Bogu za to, co mamy.

Tomasz Niecik z pieskiem
fot. Celestyna Król

Co daje Ci bliski kontakt ze zwierzętami?

Po prostu je kocham i lubię spędzać z nimi czas, i tyle. Tak mi w sercu gra. Jestem spokojnym człowiekiem, a zwierzęta są dopełnieniem szczęśliwej rodziny.

Tomasz Niecik – popularny wokalista związany z muzyką disco polo; autor tekstów i muzyki. Jego największym hitem jest utwór z 2010 roku „Cztery osiemnastki”, który na kanale YouTube ma prawie 30 mln odsłon.

Autor: Paulina Król