Co ma wspólnego owczarek niemiecki z Niemcami?

To nie jest naukowy tekst. On nawet nie jest poważny! Zastrzegam na wypadek, gdyby ktoś się oburzył, że powielam stereotypy.

Kilkaset ras uznawanych przez FCI oraz wszystkie pozostałe gdzieś powstało. Ktoś pilną pracą hodowlaną kształtował daną rasę tak, żeby mu odpowiadała. Naturalnie podstawowym kryterium była praca, jaką pies miał wykonywać. Pewne cechy chartów, owczarków, psów stróżujących są podobne niezależnie od tego, pod jaką szerokością geograficzną się one pojawiły.

A jednak trudno zaprzeczyć, że w obrębie jednej grupy istnieją znaczne różnice, nie tylko w wyglądzie, ale przede wszystkim w charakterze. Rosyjski borzoj i azawakh, choć są spowinowacone, to całkiem inne zwierzaki. Widocznie twórcom ras pewne cechy odpowiadały bardziej, inne zaś zupełnie się nie podobały i kształtowali takie psy, jakie najbardziej chcieli mieć. Czy istnieje narodowy charakter rasy?

Pies rasy Pudel siedzi tyłem do obiektywu i patrzy w bok
fot. Shutterstock

Prosto od fryzjera, czyli francuski szyk

Potrzebujemy więcej polotu? Więcej szaleństwa i nieprzewidywalności? Proszę bardzo. Wystarczy rzut oka na pudla w wystawowej fryzurze i od razu jest jasne, że to Francuz. Ruchliwy, ekspresyjny i wyrafinowany do przesady. I cóż z tego, że pod fru-fru sierścią kryje się muskularne ciało niezawodnego myśliwego, aportującego postrzałki z wody? Pozory wskazują, że to nie jest pies na serio. Jak mogłoby być inaczej, skoro pochodzi z kraju, w którym wymyślono kilkaset gatunków sera?

A jeśli już o jedzeniu mowa, to francuscy smakosze stworzyli wiele ras myśliwskich, które pomagały im pozyskać dziczyznę. Kilka typów bassetów, niezliczone gończe i wyspecjalizowane rasy do aportowania z wody. Wszystko po to, żeby zaopatrzyć spiżarnię i kuchnię ludzi uznających ten aspekt życia za bardzo ważny.

Ktoś, kto delektuje się jedzeniem, winem, słońcem i naturą, prezentuje typ sybaryty, którego naturze prawdziwa agresja jest obca. Zastanówmy się więc, czy możemy wskazać naprawdę agresywnego psa o francuskim pochodzeniu? Owszem, bywają wśród nich dobrzy obrońcy, np. niektóre owczarki, ale prawdziwa nieufność, prawdziwa wrogość? Dajcie spokój, świat jest taki piękny, szkoda czasu i wysiłku na malowanie go w czarnych barwach. Nawet groźnie wyglądający buldog francuskiego pochodzenia ma rozmiary kanapowca.

Owczarek niemiecki uczestniczy w marszu
fot. Shutterstock

Słuchaj pana swego, czyli niemiecki porządek

Niemcy kojarzą się z umiłowaniem porządku i poszanowaniem przepisów. Czy miłośnikom czworonogów nie przychodzi od razu na myśl owczarek niemiecki? To znakomity pies do szkolenia, bardzo inteligentny, lecz nie przesadza z kombinowaniem, jakby tu człowieka przechytrzyć: ma ćwiczyć posłuszeństwo, to będzie je ćwiczył tak, jak kazali. Ale nie tylko najsławniejsza rasa świata zdradza zamiłowanie do porządku.

W takich sznaucerach na przykład, choć bardzo od pobratymców owczarków różnych, pobrzmiewa dalekie echo wkodowanych w naturę słów „słuchaj pana swego”.

Nie tylko ta cecha sznaucerów zdaje się pochodzić od niemieckich twórców rasy. Przeciętny przedstawiciel tej rasy chętnie ustawia otoczenie, zwłaszcza gdy zachowuje się ono w sposób w jego mniemaniu niestandardowy. Moja średnia sznaucerka surowo piętnowała na przykład nieekologiczne chodzenie po trawniku – Podczas gdy tuż obok jest brukowany chodnik, proszę państwa! – zdawała się mówić. Każdego, kto szedł na skróty, natychmiast namierzała i karciła.

Znajomy wyżeł weimarski nie toleruje z kolei samochodów łamiących nakaz ograniczenia prędkości – auta jadą wolno osiedlową ulicą, on idzie spokojnie, auta śmigają – on głośnym szczekaniem sugeruje, że trzeba wezwać patrol policji. Idealny świat w ich wyobrażeniu wyglądałby tak: po ulicach poruszają się miarowym krokiem jednakowo odziani ludzie.

Zabronione są kapelusze i peleryny. Nikt nie utyka ani nie używa laski czy kul. Raz – dwa, raz – dwa, równo, energicznie, ale bez przesady, nie zatrzymujemy się, nie rozmawiamy głośno, nie depczemy roślinek, nie przebiegamy przez jezdnię w niedozwolonym miejscu, motorom wjazd do miasta zabroniony, nie pluć, nie chichotać, ufff… W idealnie urządzonym przez niemieckiego psa miejscu chyba nie dałoby się żyć.

Kolejna przypisywana Niemcom cecha: pracowitość. Może i przeciętny jamnik nie jest mistrzem wyszkolenia, ale dajcie mu tylko norę, a pokaże wam, jak niezmordowany może być pracoholik! Podobnie jak niemiecki wyżeł na polowaniu. Urobi się taki po pachy, łapy mu się będą plątać, ale praca zostanie wykonana. A poważnie: wiele ras pracujących w różnych dziedzinach zawdzięczamy naszym zachodnim sąsiadom. Te do obrony i ochrony oraz te do polowania. Rasy solidne. Można na nich polegać.

cztery psy rasy border collie pozują do zdjęcia
fot. Shutterstock

„Nie” tępej przemocy – angielski dżentelmen

Rudyard Kipling kojarzy się z „Księgą dżungli”, ale mało kto wie, że napisał znakomitą książkę „Stalky i spółka” o życiu uczniów prywatnej szkoły. Ta chwilami brutalna opowieść pokazuje nieustanną walkę podjazdową między nauczycielami (w większości dziwakami, kryptosadystami i głupcami), a dorastającymi chłopcami z dobrych angielskich rodzin.

Uczniowie doskonale odróżniali (i wyróżniali) nauczycieli z powołaniem od tych, którzy żadną miarą uczyć młodzieży nie powinni. Tak, siłowych rozwiązań i braku rozumu nie wybaczali angielscy chłopcy… i nie wybaczają ich po dziś dzień urodzone w ich kraju psy. Pełne temperamentu teriery niewiele się pod tym względem różnią od wrażliwych border collie. Ich motto brzmi: Szczekamy „nie” tępej przemocy. Jeśli nie będziesz trzymać nerwów na wodzy, daleko z prawdziwym brytyjskim psem nie ujedziesz.

Co do terierów to jeszcze jedno łączy je z angielskim dżentelmenem. Otóż w potocznym rozumieniu słowo to oznaczało mężczyznę, który nie musi pracować. Każdy, kto próbował uprawiać z terierem jakiś sport, wie, że może on pracować, często nawet lubi, ale na pewno nie musi – ku zgorszeniu poczciwego rottweilera, który robotę wykonuje, bo przecież mu kazali. W tej dziedzinie rekordy biją teriery z Yorkshire. Te sprawdzają zwykle najpierw jakość nagrody, za jaką, ewentualnie, zgodzą się coś zrobić.

No i najważniejsza sprawa, którą najlepiej oddaje sentencja Oscara Wilde’a: „Dżentelmen nigdy nie jest niegrzeczny, chyba że umyślnie”.

Obserwowałam pewnego foksteriera wędrującego z właścicielką, przypiętą do niego za pomocą rozciągliwej smyczy. Nie było złudzeń, kto tu dyktuje warunki. Foksik rzucał się wściekle na wszystkie psy w zasięgu wzroku, czemu akompaniowały bezradne jęki właścicielki. Ciekawe, że dość dokładnie potrafił wymierzyć długość smyczy, żeby mogła go ona powstrzymać przed bójką: „Dołożyłbym ci, ale smycz mnie powstrzymuje!”.

Po każdej takiej awanturze odwracał się i z satysfakcją patrzył na kobietę. On na pewno nie był niegrzeczny! No, może tylko w tych momentach, kiedy zachowywał się tak… umyślnie.

pies rasy Akita i kwiaty
fot. Shutterstock

Zasada wu wei, czyli dalekowschodnia harmonia

Nachalne okazywanie uczuć. Służalczość. Chęć dopasowania do otoczenia. Gadatliwość. Ohyda – podsumowują psy  z Dalekiego Wschodu. Można oczywiście kogoś troszkę uszkodzić, jeżeli nam zagraża. Ale oznajmiać zamiar przetrzepania skóry napastnikowi na całą okolicę? To niegodne. Powściągliwość i niezależność cechuje większość ras wschodnich, niezależnie od tego, czy pochodzą z Chin, Japonii czy Korei: akity, shiby, chow chow, a nawet pekińczyki.

Dziwnym trafem nie są one mistrzami wyszkolenia, a przecież ich właściciele dogadują się z nimi, co więcej cenią właśnie te cechy, które nie pozwalają na ścisłą współpracę. Dlaczego? To proste: realizują taoistyczną zasadę „wu wei”, czyli działanie w harmonii z esencją wszechświata. Akceptowanie tego, że rzeczy są, jakie są, i korzystanie z ich naturalnych przymiotów.

Rasy z Dalekiego Wschodu doskonale pasują do innego taoistycznego pojęcia: „pu” („nieociosany kloc”). Jest to naturalna moc rzeczy pozostających w stanie pierwotnym. Kto chciałby zmienić prawdziwą naturę tosa inu lub shar pei, rozczaruje się. Tylko zasada „wu wei” sprawdza się w kontaktach z tymi psami: są one bowiem bliskie idealnego „pu”.

pies rasy Gończy polski patrzy w dal
fot. Shutterstock

Kamyczek do polskiego ogródka

Czy są jakieś cechy wspólne tak różnych psów, jak gończy, ogar, chart i dwa owczarki (jeden miał stada pilnować, a drugi je zaganiać)? Polskich ras nie ma zbyt dużo: ledwie pięć! Ciekawe, czy ich właściciele wyłowią w nich jakiś rys narodowy?

Dezydery Adam Chłapowski, który wiele wojennych wypraw odbył ze swymi polskimi podkomendnymi, podsumował swoje doświadczenia krótko: „Polacy przejdą przez wszystko”.

Może coś w tym jest – zważywszy, że większość naszych ras przez jakiś czas w gruncie rzeczy nie istniała i ich odtworzenie zawdzięczamy garstce zapaleńców.

Autor: Paulina Łukaszewska