Zwierzęta mi w duszy grają – wywiad z Anną Lucińską


O miłości do dziobaków, surfowaniu z chihuahuą i magicznych słowach – opowiada Anna Lucińska.

Fragment wywiadu z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 5(52)/2020. Z Anną Lucińską rozmawia Paulina Król.

Bokser Rufus, owczarek niemiecki Rekin i york Pikuś – kolejno z tymi psami Ania się wychowywała. Pikusia wskazał los. Mama Ani odbierała w kwiaciarni wieniec na pogrzeb swojego taty, którego śmierć głęboko przeżywała. Przed nią stał pan z yorkiem. Piesek wskoczył na ramię swojego opiekuna i intensywnie wpatrywał się w mamę. Odniosła wrażenie, że pies się do niej uśmiecha, jakby chciał ją pocieszyć. Pomyślała, że może to znak, aby wzięła pieska, który odwróci jej uwagę od smutnych myśli. Pikuś przeżył prawie 19 lat.

Kiedy już niemal nie widział, nie słyszał i z trudem się poruszał, a miał wtedy 16 lat, pojawiła się bostonka Ani, Gwiazda, która wyzwoliła w nim nową energię. Jej obecność z pewnością przedłużyła mu życie. Ania najcieplej wspomina Rufusa. Z nim jako dziecko mogła robić wszystko, a on cierpliwie to znosił. Była świadkiem, jak słabiutki 14-letni Rufus wyszedł do ogrodu, zrobił siusiu, przewrócił się na bok i mimo masażu serca zrobionego przez tatę już się nie podniósł. Jego odejście było dla Ani ogromną traumą.

Myliłby się ten, kto by sądził, że tylko psy są Ci bliskie.

Jestem zakochana w dziobakach. Wyglądają jak skrzyżowanie bobra z kaczką. Są przepiękne, ale też groźne. To ssaki, ale jajorodne, jedyne ssaki, których samce mają w tylnych nogach kolce z jadem, co jest dziwne w świecie przyrody, a ja lubię wszystko, co dziwne, nawet nazywam siebie dziobakiem. Poleciałam specjalnie do Australii, aby zobaczyć dziobaki w ich naturalnym środowisku. Choć niełatwo je spotkać, to mnie się udało. Niezwykłych przeżyć dostarczył mi pobyt w Afryce Południowej. W Kenii wzięłam udział w nocnym safari. Pierwszy raz zobaczyłam biegnące stado kilkudziesięciu hipopotamów. One wychodzą z wody na żer właśnie w nocy. To niesamowite, jak te wielkie i ciężkie zwierzaki potrafią szybko biegać, nawet do 50 km/h.

Zobaczyłam też mrówkojada, którego podobno widuje się raz na dziesięć lat. Byłam zaniepokojona widokiem dwóch wyglądających na walczące z sobą nosorożce, ale przewodnik mnie uspokoił, że to rodzeństwo i tak wygląda ich zabawa. Wiele można się nauczyć z obserwacji zwierząt. Kiedy mieszkałam w RPA, odkrywałam nasze powiązania z naturą. Góra Stołowa, dwa oceany, mnogość niezwykłych gatunków flory i fauny, to jest miejsce z niesamowitą energią. Tam zwierzęta są u siebie, a my jesteśmy intruzami, wchodzimy do ich domu, zabierając im tereny czy zamykając na jakichś obszarach. Chciałabym pojechać tam w okresie migracji zwierząt. Fascynuje mnie ich inteligencja, to, skąd wiedzą, jak i gdzie się przemieszczać. Są podobne do ludzi – jedne słabsze, inne mocniejsze, jedne bardziej cwane przy zdobywaniu pokarmu, inne leniwe. Tworzą społeczności, w których są zasady i wzajemne relacje.

Zwierzęta bardzo mi w duszy grają. W Cape Town spotkałam też różne psy. Koleżanka miała shih tzu Kokino. Był trochę głupiutki, ale zawsze poprawiał mi humor, kiedy rano biegał z wywieszonym języczkiem. Popularną formą spędzania czasu jest tam pływanie na paddle boardzie ze swoim psem. Deski są szerokie, więc zwierzaki się kładą, czasem zeskakują do wody, żeby sobie popływać, i wskakują z powrotem. Ja surfowałam z chihuahuą znajomych. Piesek od razu się położył na desce i zasnął.

Jakie zwierzaki z Ameryki Południowej zauroczyły Cię w Polsce?

Podczas kręcenia jednego z programów „Wkręceni w randkę” mieliśmy epizod na farmie Alpaki z Zielonych Traw. Nie wiedziałam wcześniej, że alpaki…

Ciąg dalszy wywiadu przeczytasz w magazynie „Mój Pies i Kot” – szukaj w sieci sklepów Biedronka!

Autor: Paulina Król