Ryszard Rembiszewski i kot

Multisia i Lotka u pana Totolotka – wywiad z Ryszardem Rembiszewskim

Jak to się stało, że miłośnik dużych psów ma dwie kotki i maltańczyka – opowiada Ryszard Rembiszewski.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 6(33)/2018Z Ryszardem Rembiszewskim rozmawia Paulina Król.

Spośród wielu psów, które przewinęły się w życiu Ryszarda Rembiszewskiego, najbardziej utkwił mu w pamięci Pluto. Pożegnanie z nim było jednym z najtrudniejszych momentów. Właściwie to był pies jego córki Karoliny, ale podczas jej wyjazdów często przebywał w domu Ryszarda. I to Ryszard namówił córkę na wzięcie psa ze schroniska, mimo że marzyła o czarnym sznaucerze olbrzymie. Zgodziła się, że adopcja to świetny pomysł.

W schronisku na Paluchu w jednym z boksów – według pracownika – miał być ten wymarzony pies, ale tam siedział tylko jakiś mały szczekacz. Okazało się, że Pluto był schowany w kącie, bo bał się wszystkiego. Nie był ani sznaucerem, ani czarnym psem, ale okazał się uroczym, biszkoptowym zwierzakiem w typie labradora i to on właśnie skradł serce Ryszardowi.

Pluto był psem po makabrycznych przejściach.

Zanim trafił do schroniska, jego poprzedni właściciel walił go łopatą po głowie, żeby go zabić. Ktoś to zauważył i dzięki temu pies został uratowany. Ale uraz pozostał i był bardzo bojaźliwy, szczególnie bał się mężczyzn. Musiałem kupić kiełbasę, żeby wsiadł do samochodu. Później małymi krokami przyzwyczajał się do normalnego domu. Przeszedł krótkie szkolenie, a ponieważ był trochę agresywny, został wykastrowany. Byłem pierwszym facetem, którego naprawdę zaakceptował, a potem pokochał.

Życie z nim było cudowne. Był wiernym, miłym, oddanym psem. Pamiętam jego pierwszy kontakt z morzem. Przyzwyczajony tylko do kałuży biegał jak oszalały, bo nigdzie nie mógł znaleźć końca tej „kałuży”. Po wielu latach ciężko zachorował i trzeba było podjąć tę najtrudniejszą decyzję. Został pożegnany z wielką miłością i szacunkiem. To był prawdziwy przyjaciel.

Karolina miała także kotkę Lilu.

Lilu, piękny kot rosyjski, to była księżniczka. Na początku się obawiałem, jak Pluto na nią zareaguje, ponieważ zwykle gonił koty. Ale szybko się polubili i z czasem Lilu wchodziła mu na głowę i robiła wszystko, co chciała. Teraz mieszka w Kambodży, gdzie córka prowadzi Secret Paradise Resort dla turystów. I to nie jest ten sam kot. W Warszawie głównie leżała na poduszce i łaskawie się podnosiła na posiłki. Tytuł książęcy już do niej nie pasuje, to raczej piratka, która skacze po drzewach, poluje i niczego się nie boi. Nawet jej do tej pory gładka sierść stała się nastroszona i puszysta.

Ale jest mądra, bo się nie oddala. Wie, że mogłaby się narazić na niebezpieczeństwo ze strony dzikich zwierząt na wyspie. Przy domu czuje się bezpiecznie. Lilu dotrzymują towarzystwa przygarnięty w wieku szczenięcym Sekret, piesek rasy nieznanej, który jest niewielki, ale dobrze strzeże swojego terenu, oraz pitbulka Figa i dobermanka Luna. Cała czwórka zawsze bardzo się cieszy na mój widok.

Po odejściu Pluta nie brakowało Ci zwierzaka w domu?

Marzyłem o psie. Kiedyś dostałem w prezencie rzeźbę wyżła weimarskiego, mojej ulubionej rasy. Mam też wspaniałe zdjęcie z weimarem spotkanym w parku. Ale posiadanie psa, zwłaszcza dużego, wiąże się z odpowiedzialnością, a przy moim trybie pracy naraziłbym zwierzę na dyskomfort. I sam czułbym się źle, nie mając możliwości zajmowania się nim tak, jak należy. Dlatego pewnego dnia – ja, miłośnik psów – wziąłem z domu tymczasowego dwie kotki. Wiedziałem, że w ten sposób poprawię ich los, a ja będę miał żywe istoty obok siebie.

Moje kotki – Lotka i Multisia – zmobilizowały mnie do rannego wstawania i do pozostałych obowiązków, czyli karmienia, sprzątania kuwety, no i troski o nie. Kot doskonale wyczuwa, kiedy jest potrzebny, i wtedy łasi się, przytula, oczekuje atencji, daje wyjątkowe ciepło, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Mając kota, można też sobie pozwolić na zostawienie go na dzień lub dwa, a kiedy wyjeżdżam na dłużej, znajoma opiekuje się moimi kotkami.

Kotka Rembiszewskiego
fot. Celestyna Król

Przekonałeś się zatem do kotów?

Nie przypuszczałem, że koty są takie mądre. Od razu wiedziały, gdzie jest kuweta, miski z wodą i jedzeniem. Lotka jest bardzo przyjazna, wita gości przy drzwiach jak pies, od razu się łasi. Kiedyś spadła z balkonu na taras sąsiadki z parteru i czmychnęła. Obeszła cały dom dookoła, by poczekać na mnie przy drzwiach do klatki schodowej, a nigdy tam nie była. Multisia jest ostrożna, potrzebuje czasu, żeby kogoś zaakceptować.

Pewnego dnia wpadłem niemal w panikę, bo zniknęła w zamkniętym mieszkaniu. Po jakimś czasie musiałem się przebrać. Świeże koszule trzymam w szufladzie komody. Zamurowało mnie, kiedy po otwarciu szuflady ujrzałem Multisię leżącą na moich koszulach. Zadowolona wyskoczyła. Okazało się, że pod spodem nie było ostatniej deski, a szuflada nie dochodzi do tylnej ścianki. Koty uwielbiają znajdować sobie takie kryjówki.

Masz jeszcze jednego czworonożnego domownika.

Szczęście wreszcie się do mnie uśmiechnęło i poznałem Elę. Maltańczyk Pepe jest jej pupilem. Mnie od razu polubił, ale musieliśmy sprawdzić, jak moje dziewczyny dogadają się z facetem. Na początku, kiedy Pepe chciał się z nimi bawić, nie wiedziały, o co chodzi, i schodziły mu z drogi. Wkrótce znalazły sposób na wspólne bytowanie i może nie jedzą sobie z dzióbków, ale Lotka i Pepe wyjątkowo się polubili. Pepe ma zadatki na wielkiego aktora, koniecznie chce być na scenie. Kilka razy brał ze mną udział w pokazach mody, a kiedyś wyrwał się Eli siedzącej z nim w pierwszym rzędzie podczas koncertu, który prowadziłem.

Zwykle jest grzeczny i cichy. Zaskoczony nie straciłem jednak refleksu i już do końca koncert prowadziliśmy razem ku uciesze widowni. Szczęśliwie się złożyło, że zwierzaki nawzajem się polubiły i że nas polubiły. Cała trójka dopomina się o miejsce przy mnie na kanapie. Wtedy jedną ręką głaszczę Lotkę, drugą Pepe, a Ela zajmuje się Multisią. Staramy się kochać wszystkie jednakowo.

Wiele się mówi o inteligencji maltańczyków. Jaki jest Pepe?

Oprócz tego, że jest rozpuszczony i na spacerach to on decyduje, w którą stronę mamy pójść, czemu trudno się oprzeć, gdy patrzy błagalnie tymi swoimi oczkami, to dwa razy uratował Elę przed nieszczęściem. Zostawiła kiedyś gotujące się danie na kuchence i zapomniała o tym, zajmując się czymś innym.

Kiedy już unosił się złowieszczy dym przypalającej się potrawy i groziło pożarem, Pepe tak długo szczekał pod kuchnią, aż jego pani usłyszała ten alarm. Innym razem głośnym szczekaniem zapobiegł zalaniu mieszkania, gdy z wanny zaczęła się wylewać woda.

Co roku bierzesz udział w naszej akcji „Zerwijmy łańcuchy”. Czy widzisz poprawę, jeśli chodzi o stosunek ludzi do zwierząt?

Znęcanie się nad psami jest straszne. Powinniśmy upubliczniać nazwiska tych, którzy się tego dopuszczają, żeby czuli na sobie piętno. I powinniśmy wszyscy jednoczyć się przeciwko złu. Nawet jeśli nie ma jeszcze spektakularnych efektów, to wierzę, że takie akcje jak wasza, programy telewizyjne pokazujące właściwy stosunek do zwierząt, dawanie przykładu przez znane osoby doprowadzą nas małymi krokami do celu.

A gdyby jeszcze każdy ksiądz z ambony mówił parafianom, że pies to istota czująca i należy jej się szacunek i empatia, mielibyśmy ogromne wsparcie.

Ryszard Rembiszewski – polski aktor, prezenter radiowy i telewizyjny, konferansjer i lektor. Największą popularność zyskał jako prowadzący program Studio Lotto. 

Autor: Paulina Król
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników