Uszko, oczko, nosek… – wywiad z Olą Szwed


Śmiałam się, że handluję sobą, bo żeby dostać mój autograf, trzeba było coś wrzucić do puszki – aktorka Ola Szwed opowiada nie tylko o swoich bokserach, ale i o tym, jak wspiera porzucone psy tej rasy.

Anioła nad miskami bokserów Kana i Sagi powiesiła mama, by nasi bracia mniejsi byli zawsze zdrowi, syci i szczęśliwi. Bo moja mama to prawdziwa „psia mama”. Kiedy byłam małą dziewczynką, zapoznawała mnie z nazwami części ciała, wykorzystując do tego jamnika Kaja. On stał grzecznie, a ja pokazywałam, gdzie jest uszko, oczko czy nosek. Byłam jedyną osobą, która mogła z nim zrobić absolutnie wszystko. Nigdy nawet nie mruknął na mnie.

Kiedy po 20 latach odszedł za tęczowy most, mój smutek był tak głęboki, że rodzice zaczęli szukać jego następcy. Tata podsuwał mi dziesiątki zdjęć z Internetu. Wśród nich znalazł się piękny, mały bokser, w którym od razu się zakochałam. Niestety pochodził z hodowli w Krakowie, więc uznaliśmy, że to za daleka podróż dla szczeniaka, ale już wiedzieliśmy, że szukamy boksera. I w końcu znaleźliśmy hodowlę w Warszawie. Jej właściciel właśnie pokazywał nam dwa pieski, kiedy między nogami przebiegła mi brązowa kulka. Za chwilę była już na moich rękach i wylizywała mi twarz, ręce i szyję. Choć na pierwszy rzut oka było widać, że to chucherko, uznałam, że los zdecydował za mnie.

Saga, czyli chucherko z hodowli

Saga przyszła na świat jako ostatni szczeniak w miocie. Miała wystające żebra, wydęty brzuszek i ledwo trzymała się na nogach. Biorąc ją, byłam nieświadoma tego, co mnie czeka. Dopiero w domu dzięki mamie, która twierdzi, że w poprzednim wcieleniu była psem, zrozumiałam, że suczka może nie przeżyć nocy. Zaraz pojechałyśmy do lekarza, który potwierdził nasze obawy. Szczeniak był niedożywiony, miał anginę i zapalenie uszu.

Postanowiłam ratować Sagę za wszelką cenę, bo przecież to do mnie zwróciła się o pomoc. Przez trzy miesiące robiliśmy wszystko, aby zapewnić jej normalne życie. Zrozumiałam wtedy, jak wielką odpowiedzialność bierze na siebie właściciel psa. Miałam zaledwie 15 lat, ale według mamy zdałam trudny egzamin. Najważniejsze jednak, że suczka odżyła. Cieszyła się na nasz widok, używając wszystkich dostępnych w psiej mowie ciała środków. Do dziś lubi się przytulać, lizać nas, obskakiwać z radości.

Aleksandra Szwed
fot. Celestyna Król

Kano, czyli zwierzak skatowany

Szukając informacji o chorobach bokserów, mama trafiła na stronę fundacji SOS Bokserom. Cała rodzina była już wtedy zakochana w rasie, więc i cała rodzina płakała, czytając przerażające historie o porzucanych, nieuleczalnie chorych, a często także katowanych psach tej rasy. I tak trafiłyśmy na Kano. Kiedy zobaczyłam smutne oczy i wystraszoną mordkę, coś we mnie pękło. Jego historia jest tragiczna. Przebywał w domu, z którego nie był wyprowadzany na spacery, a kiedy się załatwił, bito go, rzucano nim o ścianę, katowano drutem. Do dziś ma blizny na łapach. Po zabraniu stamtąd ważył 15 kg, podczas gdy jego masa powinna wynosić dwa razy tyle.

Zdecydowaliśmy, że adoptujemy Kano. Początki były bardzo trudne, ponieważ bał się każdego ruchu, który choć trochę kojarzył mu się z biciem. Kiedy ktoś podnosił gazetę wrzuconą do ogrodu przez gazeciarza, uciekał w popłochu. Nawet zbyt gwałtownie wyciągnięta do pogłaskania ręka powodowała, że kulił się i piszczał. Początkowo niemal nie opuszczał swego legowiska. Traciłam już nadzieję, że będziemy z nim mieli bliższy kontakt. I wtedy stało się coś niezwykłego. Wróciłam tego dnia dość późno z planu zdjęciowego i zmęczona usiadłam w fotelu. Leżący obok Kano podniósł łeb, chwilę mi się przyglądał, po czym podszedł niepewnym krokiem, położył mi łapy na kolanach i przytulił łebek do mojej szyi. Zamarłam, by go nie spłoszyć. Udało mi się delikatnie przesunąć dłoń po jego grzbiecie. Emanowały z niego taki spokój, ciepło i oddanie, że nigdy tej chwili nie zapomnę.

Parka zaczepno-obronna

Boksery bywają mylone z dogue’ami de Bordeaux. W rzeczywistości to jednak zupełnie inne czworonogi. Przez 10 lat na planie „Rodziny zastępczej” miałam okazję poznać dobrze te ostatnie dzięki Śliniakowi, zwłaszcza że w jednego bohatera serialu wcieliło się kilku przedstawicieli rasy. Są to nadzwyczaj spokojne zwierzaki z jedną wadą – bardzo się ślinią. Boksery natomiast są niesłychanie żywiołowe – takie wieczne szczeniaki. Ale nasza parka to bardzo grzeczne psiaki, choć nie były specjalnie szkolone. Oczywiście zdarza im się czasem narozrabiać, kiedy zostają dłużej same w domu. Stałym punktem programu, kiedy nieopatrznie zostawimy otwarte drzwi do łazienki, jest wynoszenie zawartości kociej kuwety, przy czym zaznaczam, że nie chodzi o żwirek. Szczęśliwie mieszkamy tuż pod lasem i nasze psy mają dużo ruchu, co studzi trochę ich temperament. W lesie jednak trzeba zachować czujność, bo lubią poszczekać na grzybiarzy. Nazywam je psami zaczepno-obronnymi, bo najpierw zaczepiają, a potem szukają we mnie obrońcy.

Aleksandra Szwed
fot. Celestyna Król

Tego nie było w kontrakcie małżeńskim

Boksery zawsze muszą być blisko człowieka. Uwielbiają spać w łóżku przytulone do właściciela. Saga zwykle kładzie się tam, gdzie wyczuwa puls, czyli na szyi, na klatce piersiowej w okolicach serca, na przegubie ręki. Swego czasu, kiedy ona i jamniczka Figa sypiały razem z rodzicami, tata żartobliwie groził rozwodem, uzasadniając to tym, że ożenił się z jedną kobietą, a musi spać z trzema.

Ta silna potrzeba więzi z człowiekiem powoduje, że boksery, które trafiają do schroniska, umierają w nim dużo częściej niż inne psy. Zrozumiałam to lepiej, kiedy nawiązałam bliższy kontakt z fundacją SOS Bokserom. Jej pracownicy wraz z Germaine Chekerjian, która nią kieruje, starają się jak najwięcej bokserów umieszczać w domach tymczasowych, co znacznie zmniejszyło ich umieralność. Z kolei każdy dom adopcyjny jest dokładnie sprawdzany, a potem fundacja podpisuje z osobą adoptującą kontrakt i kontroluje sytuację, aż do chwili gdy podopieczny odejdzie za tęczowy most. Fundacje zajmujące się jedną rasą są lepiej przygotowane do szukania nowych domów, ponieważ wolontariusze wiedzą o niej niemal wszystko. W wypadku bokserów jest to tym bardziej istotne, że wiele osób bierze tak żywiołowego psa i później nie daje sobie z nim rady.

Psu pomoże tylko człowiek

Zwierzę jest całkowicie bezbronne. Nie powie, że ktoś mu robi krzywdę. Katowane, często nawet się nie odgryzie, bo mimo wszystko kocha swego pana. Nie zgłosi się samo do organizacji zajmującej się ochroną zwierząt. Psu może pomóc tylko człowiek. Kiedy dowiedziałam się, że w tym roku wyrzucono z domów rekordową liczbę bokserów, postanowiłam bardziej zaangażować się w ich obronę. I tak stałam się samozwańczym ambasadorem rasy. Niedawno podczas imprezy charytatywnej w Centrum Handlowym Targówek w Warszawie zorganizowanej przez fundację SOS Bokserom zbieraliśmy koce, karmę i pieniądze dla jej podopiecznych. Śmiałam się, że handluję sobą, bo żeby dostać mój autograf, trzeba było coś wrzucić do puszki.

Namawiam też do wirtualnych adopcji. Dla wielu osób, które kochają psy, ale z różnych względów nie mogą mieć zwierzaka w domu (alergia, zapracowanie, małe dzieci), to idealne rozwiązanie, a co najważniejsze, zapewnia kolejnemu bezdomnemu zwierzakowi godziwe życie. Nasza rodzina oprócz dwóch domowych bokserów ma też dwa wirtualne. Kosztuje to około 100 zł miesięcznie. Takiego wsparcia potrzebują zwłaszcza starsze psy, które nie mają szans na prawdziwą adopcję – ich utrzymanie w domach tymczasowych bywa dość kosztowne.

Aleksandra Szwed
fot. Celestyna Król

Demakijaż za friko

Ze względu na studia nie mieszkam teraz w domu rodzinnym, ale wiem, że Kano i Saga bardzo za mną tęsknią, więc odwiedzam je regularnie. Cieszą się na mój widok tak jak nikt inny, a swoim lizaniem od czoła do brody fundują mi najlepszy demakijaż na świecie. Kilkakrotnie zawiodłam się na przyjaźniach z ludźmi. Dlatego mam teraz tylko dwoje sprawdzonych przyjaciół. I psy. Bo psy to stworzenia, które mają w sobie niezmierzone pokłady ciepła i bezwzględnej wierności. Kiedy leżałam w łóżku z gorączką, Saga kładła głowę na poduszce i wpatrywała się we mnie tak, jakby wiedziała, że jej obecność poprawia mi samopoczucie. Rodzice nawet się nie dziwią, kiedy mówię, że przyjadę do psów, a nie do nich. Przecież to oni nauczyli mnie miłości do zwierząt. I równie mocno jak ja je kochają.

Aleksandra Szwed
Aktorka, piosenkarka i modelka, od 1998 r. grała Elizę Kwiatkowską w serialu familijnym „Rodzina zastępcza”, studiuje kulturoznawstwo na SWPS w Warszawie, wspiera fundację SOS Bokserom.

Autor: Paulina Król