Przyjaciel od zawsze – wywiad z Adamem Zdrójkowskim


Atos łagodził rodzinne sprzeczki, a Timu wciąż nas rozbawia – o dwóch różnych psach opowiada Adam Zdrójkowski.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 3(50)/2020Z Adamem Zdrójkowskim rozmawia Paulina Król.

Często słyszy się opinię, że kiedy jeden pies odejdzie za Tęczowy Most, to szybkie przygarnięcie drugiego jest rodzajem zdrady, braku lojalności wobec tego pierwszego. Adam ma zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Uważa, że tę lukę powinno się wypełnić, jeśli tylko ktoś ma odpowiednie warunki i czuje się na siłach. Według niego liczy się nie tylko to, co pies nam daje, ale także, a może przede wszystkim, to, że my go ratujemy, dając miłość i szczęśliwy dom. Adam jest pewien, że ich bokser Atosik gdzieś tam w górze cieszy się, że teraz w domu zamieszkał Timu, piękny karelski pies na niedźwiedzie.

Atos trafił do Was w dość szczególnych okolicznościach.

W szkole podstawowej byłem urwisem. Słabą ocenę z zachowania trzeba było poprawić. Pani dyrektor zaproponowała, żebym zorganizował akcję charytatywną. Wymyśliliśmy z klasą przeprowadzenie zbiórki na rzecz zwierzaków. Rodzice uczniów, także moja mama, upiekli ciasta, które sprzedawaliśmy na kiermaszu zaaranżowanym na szkolnym korytarzu. Z tych placków i babeczek uzbieraliśmy 300 zł – nie za dużo, ale tata dołożył kolejne 200 zł, a zakupioną za to karmę dla psów zawieźliśmy do schroniska Na Paluchu. Miałem wtedy 10-11 lat i po raz pierwszy zobaczyłem, w jakich warunkach żyją psy w takim miejscu.

Do tej pory widywałem szczęśliwe, wręcz uśmiechnięte psiaki sąsiadów biegające w okolicy pobliskich stawów, a tu taki kontrast. Uwielbiam psy, ale przeżycie było takie, że bardziej chciałem stamtąd uciekać, niż tam być. Ale nagle tata zawołał: patrzcie, pies podobny do Atosa! Dawniej też mieliśmy boksera, tylko inaczej umaszczonego. W tym chudym, leżącym cichutko na brudnej ziemi bokserku zakochaliśmy się od razu. On tylko patrzył, jakby wiedział, że szczekanie i skakanie nic nie da. Zabraliśmy go na spacer, podczas którego był spokojny i opanowany. Dotąd mieliśmy zgoła inną opinię o psach ze schroniska, które podobno, mając za sobą najczęściej jakieś traumatyczne przeżycia, bywają znerwicowane i nigdy nie wiadomo, jak się zachowają. Atosa, bo tak go nazwaliśmy, chcieliśmy zabrać od razu, jednak niezbędne okazały się procedury adopcyjne.

No i trzeba było przekonać mamę, która kocha porządek w domu i za nic nie chciała psa. Wojenki z mamą trwały ze dwa miesiące. W tym czasie tata codziennie bywał u Atosa, chyba pobił rekord odwiedzin. Wreszcie pojechaliśmy z tatą po psa, a ze schroniska prosto do psiego fryzjera. Gdy umyty i wyszczotkowany Atos wpadł do domu, powstało wrażenie, że wleciał tam odświeżacz w sprayu. Pobiegł do mamy na górę i już była kupiona. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Do dzisiaj na jego wspomnienie mama ma łzy w oczach.

fot. Celestyna Król

Na Instagramie przy zdjęciu z Atosem użyłeś hasztagu #przyjacielodzawsze. Kim był dla Ciebie?

Jestem wdzięczny przewrotnemu losowi, że Atos trafił do nas przez moje złe zachowanie. W dodatku nikt się nie spodziewał, że tak pozytywnie wpłynie na rodzinne relacje. Zmniejszył liczbę kłótni, bo można było najpierw przytulić się do psa i opowiedzieć mu o swoich problemach, by złe emocje odeszły w niepamięć. Wcześniej nie dowierzałem kolegom, którzy nazywali psy przyjaciółmi, sądziłem, że przyjacielem może być tylko drugi człowiek. Więź, jaka wytworzyła się między nami, to było coś pięknego. Po porannej pobudce podchodził do mojego łóżka i jeszcze zaspany psikał mi w twarz, więc nawet jak mi się nie chciało, musiałem wstać, żeby się wytrzeć. Wskakiwał wtedy na wygrzane miejsce i zasypiał. Co ciekawe, często zastawałem go tam po powrocie ze szkoły.

Z pyska sprawiał wrażenie nieudolnej gapy, nazywałem go melepetą albo Jacusiem, ale był niesamowicie inteligentny. Rozumiał wszystko, co się do niego mówiło, na spacerze nie oddalał się i sprawdzał co chwilę, czy jestem obok. Czasem mam wrażenie, że jego duch straszy Timu, kiedy widzi, co on wyprawia, bo był jego totalnym przeciwieństwem. Kochał wodę, mógł w niej siedzieć 24 godziny na dobę. Kiedy przebywał z dziadkami na Kaszubach, gdzie czuł się najlepiej na świecie, tak się zapominał w próbach wyciągania boi z wody, że się podtapiał i dziadek nieraz musiał wskakiwać mu na ratunek.

Boksery bardziej niż inne psy pokazują swoje emocje i Atos taki był. Przez ostatnie dwa tygodnie życia nie wpadał jak zwykle do pokoju, żeby trochę poprzeszkadzać, tylko przychodził do każdego z nas, to jęknął, to mruknął, to popatrzył. Czułem, że jest jakiś inny. Tego dnia przebywał u dziadków, bo ja zostałem sam w domu i w dodatku miałem zdjęcia. Babcia dała mu jego ulubioną bułeczkę, która zawsze była dla niego bardziej smakowita niż szynka. Atosik zszedł na dół, ale już nie wrócił na górę, i wkrótce serduszko przestało mu bić. Ciocia weterynarz próbowała go reanimować, ale się nie udało. Miał około 11 lat. Zapanował wielki smutek, straciliśmy kochanego członka rodziny…

fot. Celestyna Król

Pustkę po Atosie wypełnił Timu, zupełnie inny pies.

Po dwóch tygodniach od odejścia Atosa poczuliśmy, jak bardzo brakuje nam psa. Pojechaliśmy do schroniska Na Paluchu. Upatrzyliśmy sobie pięknego amstafa Olafika. Nie mogliśmy go jednak wziąć, bo okazał się agresywny wobec innych psów, a poza tym mama nie dałaby rady go utrzymać, taki był silny. Ale wiemy, że ma wspaniały domek. Po trzech miesiącach odwiedzin wpadł nam w oko Timu, prawie roczny pies w typie karelskiego psa na niedźwiedzie. Tacie od razu się spodobał z tą młodzieńczą energią. Dla mnie, przyzwyczajonego do płaskonosów, był to pies taki nieoczywisty. Ale wyprowadzaliśmy go parę tygodni na spacery i kiedy już chcieliśmy go zabrać, zaczęto wymyślać różne przeszkody, żeby nam go nie wydać. A to, że rasa nieprzewidywalna, a to, że lubi uciekać, że wymaga pracy i nie jest to pies dla rodziny. Sporo naczytaliśmy się o rasie i wiedzieliśmy, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, choć przyznam szczerze – na początku nie było łatwo. Tata nie daje jednak szybko za wygraną i dzięki temu Timu towarzyszy nam już prawie rok.

Karelczyk jest bardzo serdeczny dla rodziny, ale to pies niezależny, wymagający cierpliwości i stanowczości. Kiedy nikt się nim nie zajmuje, sam sobie organizuje czas, tylko że są to zajęcia niszczycielskie. Pogryzł wszystkie doniczki, później hydranty, potem drzewko, które pięło się po murze, i prawie się przekopał do sąsiadów. Nieraz zastawaliśmy też śmieci rozrzucone po całym pokoju. Zagubiony but znalazłem obok trzech innych za grzejnikiem, ale nie był pogryziony! Timu jest też mistrzem świata w ucieczkach. Kiedyś pojechałem po niego samochodem taty i już miałem go złapać, gdy nagle czmychnął, więc szybko wróciłem do auta, wrzuciłem wsteczny, no i uderzyłem w słupek. Moja pierwsza i jedyna szkoda jako kierowcy. Tak więc przez niego musiałem zakopywać doły w ogrodzie i załatwiłem auto, ale i tak go kochamy, bo jest fajnym psem i już się trochę ogarnął.

Na początku się obawiałem, że nie będzie dla mnie tak ważny jak Atos, ale teraz uwielbiam go i jest dla mnie bardzo ważny. Timu upodobał sobie każdego z członków rodziny do czegoś innego. W nocy śpi wyłącznie u Kuby, mojego brata bliźniaka. Do mnie przychodzi, gdy jest głodny, i męczy mnie tak długo, aż czegoś mu nie dam. Tata to pańcio – słucha go, najchętniej chodzi z nim na spacery, a mama jest od przytulania, robienia mu zdjęć i śmiania się z jego zachowań, bo Timu nieustannie nas rozbawia. Czasem głaskany kładzie się jak kot z brzuchem do góry i wyciągniętymi wszystkimi łapami i tak potrafi zasnąć, nie zwracając na nic uwagi. Przeurocze.

fot. Celestyna Król

Dokąd zabrałbyś Timu w podróż marzeń?

Nie wiem, czy jest gdzieś takie miejsce, gdzie można spotkać więcej psów podobnych do Timu. Przypuszczam, że psy jednej rasy lepiej się rozumieją, bo tak było z Atosem. Zabrałbym go może na Syberię, tam skąd pochodzi jego protoplasta, łajka syberyjska. Timu bardzo ładnie bawi się z innymi psami, ale myślę, że byłby jeszcze bardziej szczęśliwy, gdyby mógł pobiegać z takimi psam jak on. To by podbudowało jego ego.

Adam Zdrójkowski – aktor i prezenter telewizyjny młodego pokolenia (rocznik 2000), ulubieniec nastolatek. Przygodę z ekranem rozpoczął jako ośmiolatek, grając w filmie „Boisko bezdomnych”. Największą popularność przyniosła mu rola Kuby Boskiego, jednego z trzech braci w serialu „Rodzinka.pl”.

Autor: Paulina Król