Czy istnieje pies idealny?

Coraz częściej nasze wybory w wielu dziedzinach życia wynikają z myślenia życzeniowego, a nie realnej oceny sytuacji. Dotyczy to również wyboru psa. W rozmowach z osobami szukającymi rasy dla siebie często widać jak na dłoni, że ich poszukiwania zdążają ku ślepym zaułkom. Może zatem warto postawić u wlotu takich uliczek bez przejazdu znaki, które nie pozwolą w nie wjechać?

Aktywny pies dla pracoholika

Jesteśmy młodzi,  wykształceni, pracujemy w międzynarodowej firmie – cóż, tu liczą się nie tylko wyniki, ale i czas pracy – standardowe osiem godzin dziennie nie wystarcza na załatwienie wszystkiego. No i jeszcze kwestia dojazdu, stania w korkach, zakupów po drodze… słowem, w domu lądujemy po dziesięcio -, jedenastogodzinnej nieobecności. Za to stać nas na świetne rowery, wysokiej klasy rolki, w sam raz na weekendowy wyjazd do pobliskiego parku albo na miejską ścieżkę rowerową.

Jaki pies może nam w tym „sportowym” trybie życia towarzyszyć? No przecież jak najaktywniejszy – któraś z ras pracujących, co to biegnąc za rowerem, się nie zmęczy. Kupmy border collie albo malinois. Problem z energicznymi, niezmordowanymi psami polega na tym, że nie da się ich zahibernować od poniedziałku do piątku, gdy pilnie pracujemy, i obudzić przed weekendem, który planujemy spędzić na intensywnych treningach. „10-11 godzin poza domem” oznacza w praktyce: wychodzę o siódmej rano, wracam o piątej, szóstej po południu.

Aktywny, energiczny pies powinien codziennie odbyć przynajmniej dwa intensywne spacery, podczas których będzie mógł się wyszaleć (nie wspominając już o jednym czy dwóch dodatkowych, typowo „toaletowych”). Wystarczy zrobić prostą symulację. Ile czasu zajmuje nam przygotowanie do wyjścia do pracy? Pół godziny, czterdzieści minut? Pewnie wstajemy tuż po godzinie szóstej. To teraz odejmujemy od tego godzinę i budzik dzwoni o piątej. Hura, świetna pora na godzinny spacer w dresie.

Kobieta spaceruje z dwoma psami
fot. Shutterstock

Wracamy późnym popołudniem. Zapadlibyśmy w drzemkę przed telewizorem, na szczęście nasz aktywny pies nie pozwoli nam popełnić tego błędu. Kolejna godzinka poświęcona intensywnemu ruchowi na świeżym powietrzu. Damy radę? Niewielki procent osób rzeczywiście daje.

Najpierw skracają się spacery poranne. Potem buntujemy się przeciwko dyktatowi zwierzaka w naszym życiu: a do kina to kiedy pójdziemy? A na solidne zakupy? I dlaczego musimy jak niewolnicy wracać do domu zaraz po pracy? Spacery ograniczamy do minimum – mamy jeszcze weekendy, to pies sobie pobiega.

I tylko nie wiadomo, dlaczego nasz pupil zaczyna wygryzać sobie sierść na ogonie (to na pewno alergia) albo demolować mieszkanie (trzeba mu będzie podać leki uspokajające, bo widać ma nerwicę). A podczas rzadkich spacerów zachowuje się wprost nie do wytrzymania! On chyba ma ADHD!

Wielki pies za małe pieniądze

We współczesnym świecie pies zaczyna być dobrem luksusowym. Choćby opieka weterynaryjna może być znaczącą pozycją w budżecie, przy czym wizyta lekarska kosztuje tyle samo w wypadku pinczera miniaturowego i dobermana (choć koszt leków może się znacząco różnić), ale już ich wyżywienie – bynajmniej nie.

Utrzymanie dużego psa będzie nas sporo kosztowało, zwłaszcza że przedstawiciele ras dużych i olbrzymich, narażonych np. na dysplazję, potrzebują karm dobrych i bardzo dobrych. A jednak wciąż znajdują się ludzie chcący utrzymać mastifa angielskiego za 100 zł miesięcznie.

Husky u weterynarza
fot. Shutterstock

Dlatego zawsze przed zakupem czworonożnego przyjaciela warto się zainteresować realnymi kosztami utrzymania wybranej przez nas rasy. I nie opierać się przy tym na anonimowych wypowiedziach internautów, typu: „ja mojego wilczura karmię resztkami z obiadu, liczy sobie już 15 lat i ma się świetnie” albo „na utrzymanie mojego jamnika przeznaczam 20 zł miesięcznie”.

Można próbować rozsądnie gospodarować „psim” budżetem, granic absurdu lepiej nie przekraczać.

Im młodsze dziecko, tym lepiej sobie poradzi

Wiele już pisaliśmy o stosunkach dziecko – pies. Tak naprawdę, zwłaszcza w wypadku kilkulatków, psa kupują rodzice dla siebie, a latorośl ma po prostu okazję dorastać w rodzinie, w której mieszka zwierzak.

W miarę jak dziecko dojrzewa, może przejmować pewne obowiązki związane z opieką nad zwierzakiem – zawsze jednak pod ścisłą kontrolą rodziców. Dzieciństwo polega bowiem także na niedojrzałości, braku systematyczności i uczeniu się empatii wobec innych istot.

Dziewczynka śpi obok psa
fot. Shutterstock

Pies zaś to nie zabawka dla naszej pociechy ani worek treningowy, na którym sprawdzamy, czy dziecko jest wystarczająco odpowiedzialne. To sytuacja idealna. A praktyka?

Czterolatki według wielu rodziców będą świetnymi przewodnikami westików, yorków albo jack russell terrierów. Przy siedmio- i dziesięciolatkach to już w ogóle można sobie poszaleć: silny, energiczny labrador albo owczarek niemiecki wlokący dziecko na smyczy zdaje się szczytem rodzicielskich marzeń.

Nieustraszony obrońca łagodny dla rodziny

Boimy się świata. Chcemy mieć psa, który nas obroni, ale jednocześnie nie będzie w nim grama ciętości i agresji. W końcu mamy rodzinę, małe dzieci; czworonożny macho mógłby być trochę za trudny w prowadzeniu.

Zatem prosimy o psa oglądanego tyle razy w filmach: Cywila albo Szarika, zwierzaka, który w jednej sekundzie na nasz rozkaz zmieni się w bestię gromiącą wrogów, a po kolejnej sekundzie powróci do normalnego stanu: domowego Ciapka.

Rodzina z psem pozuje do zdjęcia
fot. Shutterstock

Niestety, to tylko pobożne życzenia. Albo pies jest w stanie odeprzeć realny atak, a więc ma cały zespół cech psychicznych, które mu na to pozwolą: popęd walki, twardość, nieustępliwość, silne myślenie o hierarchii, albo nie – a wówczas nigdy nie będzie psem obronnym.

Zresztą z psim mistrzem sztuk walki raczej ciężko się żyje, a jego prowadzeniu podołać mogą podobne mu charakterologicznie osoby. Tylko że one potrafią się obronić same, bez pomocy psa… A my poprzestańmy na miłym psie do towarzystwa, który może odstraszyć potencjalnych napastników wyglądem.

Flegmatyczny terier

Oto dość częsta sytuacja: marzymy o spokojnym, nielubiącym zażywać zbyt wiele ruchu psiaku, po czym jednym tchem dodajemy, że najbardziej podobają się nam… teriery. Albo szukamy psa krótkowłosego, bo obawiamy się linienia

Tyle że wbrew pozorom, choć łatwe w pielęgnacji, rasy krótkowłose linieją na ogół okropnie. Bądź tu człowieku mądry i znajdź krótkowłosego psiaka, który nie linieje…

Więcej o rasie dowiemy się po jej kupieniu

Ta grupa potencjalnych właścicieli jest coraz rzadsza, ale nadal się ich spotyka. Domatorzy, którzy tak naprawdę najbardziej lubią spędzać czas w galeriach handlowych, dochodzą do wniosku, że nie są w stanie żyć bez czechosłowackiego wilczaka – rasy wyjątkowo wymagającej, jeśli chodzi o konieczność wybiegania się i trudnej w prowadzeniu.

Skąd ten pomysł? A bo ten pies tak pięknie wygląda na zdjęciach i daje spokojnym mieszczanom poczucie obcowania z „dziką naturą”… Podobny los spotyka nieraz husky czy malamuty.

Shih tzu patrzy w obiektyw
fot. Shutterstock

Osoby zabiegane marzą często o rasach wymagających skomplikowanych i regularnych zabiegów pielęgnacyjnych. Bo pudel, shih tzu czy westie są takie urocze… Zdjęcia niewątpliwie są piękne. Ale to powinien być początek naszej drogi. Po ich obejrzeniu zajmijmy się szukaniem informacji o interesujących nas rasach. I koniecznie zobaczmy je na żywo. Szukajmy nie tylko hodowców, ale i właścicieli, pytajmy o problemy w życiu codziennym.

Marzenia to piękna rzecz, ale warto się najpierw zastanowić, czy ich realizacja nie skrzywdzi stworzenia, które decydujemy się wziąć pod nasz dach – albo i nas samych…

Autor: Paulina Łukaszewska