Królewicz Pirat – wywiad z Sylwią Lipką


Kto jest najważniejszym mężczyzną w jej życiu i jak okiełznała psa Pirata - opowiada Sylwia Lipka.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 4(51)/2020Z Sylwią Lipką rozmawia Paulina Król.

Od podstawówki marzyła o psie. Chodziła do biblioteki i chłonęła książki kynologiczne. Już wtedy wiedziała, jak wychowywać pieska, jak uczyć go posłuszeństwa. Jednak rodzice uważali, że mieszkanie w bloku to nie są odpowiednie warunki dla czworonoga. Sylwia zawzięcie rozkładała po domu ulotki z psami, a książkę o rasach, którą kupili jej rodzice, zostawiała na widoku, otwartą na stronie o yorkach, bo ta rasa najbardziej jej się wtedy podobała.

Pewnego letniego dnia, gdy miała 16 lat, tata przyszedł do domu z czarno-białym… kotkiem. Znalazł go porzuconego pod kościołem. Ona, od zawsze psiara, nie kryła lekkiego rozczarowania, ale mimo że nie była fanką kotów, z Pinkiem szybko nawiązała bliską więź. Bywał obrażony, kiedy wyjeżdżała z Knurowa do Warszawy, gdzie grała w serialu Disney Channel. Kilka razy nasiusiał jej nawet do walizki, a po każdym powrocie przez pierwszy dzień nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Na pieszczoty był gotowy dopiero wtedy, gdy nabierał pewności, że Sylwia zostaje w domu.

Kiedy spełniło się Twoje marzenie o psie?

Pierwsze mieszkanie w Warszawie to był czas na aklimatyzację w nowym miejscu, ale już przy poszukiwaniu następnego najważniejsze pytanie brzmiało: czy mogę zamieszkać z psem? Najpierw próbowałam znaleźć czworonoga w schroniskach, ale spotykałam się z odmową, ponieważ nie spełniałam wymogów: nie miałam własnego mieszkania i stałej umowy o pracę. Postanowiłam znaleźć rasę, która będzie pasowała do mojego trybu życia. Zaletą psów rasowych jest to, że można przewidzieć zarówno wielkość dorosłego osobnika, jak i jego charakter. Myślałam o maltańczyku, ale pomeranian stanowił większe wyzwanie, bo to psy charakterne. W hodowli Gwiazdki Armaniego były chihuahuy, które bawiły się, tryskając energią, i jeden pomeranian stojący gdzieś z boku, ostatni z miotu. Popatrzyliśmy sobie w oczy i kiedy do mnie podbiegł, nie miałam wątpliwości, że będzie mój.

Chyba nieprzypadkowo jego rodowodowe imię to Face to Face. Ale któż by tak wołał na psa! W tym czasie wydawałam mój album Fala Wave, w którym wszystko było związane z morzem, więc chciałam, żeby imię mojego pieska też do tego nawiązywało. Słodkiego kudłacza nazwałam przekornie Piratem. Ma też drugie imię – Bestia, równie przekorne. Jest przecież maleńki, więc cóż on mógłby komuś zrobić? Jedynie na komendę „bierz go” dobiega do delikwenta i dla żartu udaje groźnego. Nazywam go także dziadygą w czasie zabawy w przedrzeźnianie, kiedy on pokazuje swój charakterek, a ja swój. Pieszczotliwie mówię do niego dziubku, bąbelku, a najczęściej mu powtarzam, że jest najważniejszym mężczyzną w moim życiu, w dodatku tak, żeby słyszał to mój chłopak i nie miał wątpliwości, że mówię prawdę.

Pirat
fot. Celestyna Król

Co Cię najbardziej urzeka w Twoim piesku?

Wzięłam go, gdy miał cztery miesiące, i od początku podjęłam wyzwanie, by go wychować. Obejrzałam dziesiątki filmików instruktażowych, nie zliczę, ile książek przeczytałam. Jak coś nam nie wychodziło, to pracowaliśmy kolejny tydzień. Dziś reaguje na każdą komendę. Po pierwsze, nie szczeka bez powodu, jak większość psów tej rasy. Robi to, żeby mnie powiadomić, że ktoś puka do drzwi lub na polecenie „daj głos”, a także „śpiewaj” – wtedy oczywiście śpiewa, czyli wyje. Każdy, kto zna się na psach, patrzy z podziwem, jak mi się udało okiełznać Pirata, że jest taki grzeczny. A mnie napawa to dumą.

Widać też, jak mocną zbudowaliśmy ze sobą więź. Podoba mi się, że jest wierny i oddany, i słucha tylko mnie, ale także to, że ma własne zdanie, jest dumny i niezależny, nie do każdego przyjdzie się przytulić. Przez to jest odbierany jako taki niedotykalski królewicz. Najdłużej trwała nauka czystości, bo aż cztery miesiące, ale opiekun pomeraniana musi być cierpliwy i nienerwowy, ja taka jestem i się nie poddałam. Teraz załatwia się na dworze nawet na komendę „siku”.

Uwielbiam te chwile, kiedy z nim trenuję i kocham nasze rytuały. Codziennie biorę Pirata do łóżka. Rano, żeby się przywitać, a wieczorem, by powiedzieć sobie dobranoc. Wtedy się przytulamy i razem zasypiamy. Potem Pirat schodzi do swojego azylu, czyli „podłóżka”. Tam ma cicho, ciasno, ciemno i spokojnie, nikt mu nie przeszkadza, i to lubi najbardziej. Ja, tak jak on, lubię mieć swoją przestrzeń. Mieszkam sama i cenię sobie ten czas samotności. Drugim azylem Piracika jest jego fotelik w samochodzie, w którym potrafi przespać kilka godzin podróży.

W teledysku do Twojej piosenki „Cztery łapy” Pirat wziął udział, ale nie jest to utwór o nim?

Mój znajomy z branży, którego uważałam za przyjaciela, jak się później okazało rzucał mi kłody pod nogi, ale szczęśliwie wyszłam na prostą, czyli spadłam na cztery łapy, i o tym jest ta piosenka. Piratowi też się niedawno udało wyjść z opresji. Muszę tu dodać, że jedyne, nad czym jeszcze z nim pracuję, to stosunki z innymi psami. Pomeraniany zdają się nie wiedzieć, jak są małe, i popadają z tego powodu w tarapaty. Pirat rzucał się na kundelka wielkości owczarka niemieckiego, którego znalazłam na polu. Dobrze, że szybko udało mi się oddać go do fajnych ludzi.

Pirata uczę obojętności wobec innych psów i już myślałam, że mogę mu ufać, a tu nagle zawarczał na jack russell terriera sąsiada. Terier się zezłościł, rzucił się na Pirata i dostał szczękościsku. Wyglądało to groźnie, ale mojego królewicza uratowało puszyste, grube futro, dzięki temu agresor nie dostał się do jego skóry. Zatem i ja, i Pirat mamy w życiu szczęście. Mamy też takie same upodobania kulinarne. Są trzy rzeczy, na których widok Pirat szaleje i nie może się doczekać, kiedy dostanie swoją porcję. Są to ogórki, jabłka i, uwaga, on kocha kostki lodu! Ja także z każdej szklanki po wypiciu napoju wyjadam kostki lodu. A że jestem wegetarianką, to z ludzkiego jedzenia, które każdy pies lubi, Pirat nie dostanie ode mnie szyneczki, wyłącznie owoce i warzywa.

Sylwia Lipka z Piratem
fot. Celestyna Król

W „Tańcu z gwiazdami” Twoim partnerem jest Rafał Maserak, a w domu Pirat?

Jest świetnym partnerem tanecznym. Na hasło „hop” podaje przednie łapki i leci w jakieś tango czy quickstepa. Proponowałam Rafałowi, żeby kiedyś pies zatańczył z nami, ale to trochę ryzykowne. Pirat często przychodzi na treningi, przygląda się i nigdy nie przeszkadza. Od maleńkości chodził ze mną do pracy – kiedy nagrywałam płytę czy grałam w filmie. Ma swoją przenośną budę i trzyma się blisko niej bez uwiązania. Instynktownie wie, że jak mama pracuje, to musi grzecznie czekać. Kiedy studiowałam na Uniwersytecie Śląskim na Wydziale Radia i Telewizji, chodził ze mną na zajęcia jak prawdziwy student. Siedział spokojnie w swojej budce i profesorowie nie mieli nic przeciwko temu. Pewnie dlatego jest taki mądry.

Kupiłaś niedawno dom. Czy to z myślą o powiększeniu stada?

Mam już w planach konkretne rasy i imiona dla nich. Przede wszystkim będzie to samojed Sopel, dalmatyńczyk Marvel, w nawiązaniu do moich ulubionych filmów, owczarek szetlandzki Baton, no i piesek ze schroniska, bo teraz już spełniam wymogi i nie powinno być z tym problemu. Oczywiście nie wszystkie naraz. Chciałabym każdego ułożyć tak jak Pirata. A on i tak będzie szefem gangu, zadowolonym, że może rządzić, jak malutka króliczka Judy w bajce „Zwierzogród”, która zarządzała różnymi zwierzętami.

Sylwia Lipka z Piratem
fot. Celestyna Król

Twoje życie z Piratem to…

Spełnienie marzeń i mnóstwo szczęścia, wzajemnie sobie dawanego. Bardzo się staram, żeby miał fajne życie, dostawał całą moją uwagę, a także najlepszą karmę i smakołyki. On zawsze czeka, zawsze się cieszy na mój widok. Jego wesoła twarzyczka dodaje mi otuchy, gdy mam gorszy dzień, bo on to wyczuwa i przybiega, żeby mi pokazać uśmiechniętą buźkę. Jest moim małym poprawiaczem nastroju. Wspaniałe jest to poczucie, że jest się dla kogoś tak ważnym. Serce mi się rozpływa, kiedy o tym myślę. Jest po prostu moim największym przyjacielem.

Sylwia Lipka – wideoblogerka i wokalistka młodego pokolenia, na Instagramie obserwowana przez 947 tys. osób; aktorka, także dubbingowa, i prezenterka telewizyjna. Bierze udział w aktualnej, zawieszonej do jesieni z powodu epidemii koronawirusa, 11. edycji „Tańca z gwiazdami”, gdzie tańczy z Rafałem Maserakiem.

Autor: Paulina Król